Gminne obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego pod pomnikiem Stefana Bohanesa w Łąkcie Górnej rozpoczęły się tradycyjnie o godzinie „W”, kiedy rozbrzmiał głośny sygnał syreny alarmowej. Następnie wprowadzono poczty sztandarowe, wśród których była także delegacja młodzieży z klasy Straży Granicznej z ZS im. Św. Jadwigi Królowej w Żegocinie. Nasi uczniowie pełnili także wartę honorową pod pomnikiem Stefana Bohanesa, a także uczestniczyli w ceremoniale podnoszenia flagi państwowej na maszt.
Agata Flaga – nauczyciel z liceum w Żegocinie powitała zebranych: : „Cześć i chwała Bohaterom! Szanowni Państwo. Wielce Szanowni Przedstawiciele Władz Samorządowych, Szkół, organizacji pozarządowych, Ochotniczych Straży Pożarnych, Księże Proboszczu, Drodzy Mieszkańcy. W imieniu organizatorów mam zaszczyt powitać Państwa na uroczystościach upamiętniających wybuch Powstania Warszawskiego. Spotykamy się dzisiaj, 1 sierpnia, w miejscu szczególnym – tu, przed Pomnikiem Stefana Bohanessa . Ten monument to nie tylko kamień i spiż. To symbol najwyższej ofiary, niezłomności i miłości do Ojczyzny. To tutaj bije dziś serce naszej lokalnej pamięci. Gorąco witam wszystkich, którzy przyszli oddać hołd tym, którzy za wolność oddali swoje życie i młodość. Proszę o powstanie. Za chwilę, zgodnie z ceremoniałem, podniesiemy flagę państwową na maszt po czym wspólnie odśpiewamy hymn państwowy.”
Następnie delegacje złożyły wiązanki i znicze pod pomnikiem. Wszyscy zebrani pod przewodnictwem księdza proboszcza parafii Łakta Górna pomodlili się za poległych powstańców. Następnie głos zabrała zastępca Wójta Gminy Żegocina pani Joanna Pyrz, która wprowadziła w atmosferę okupacji. Pani Pyrz mówiła o ofierze powstańców i ich poświęceniu.
Następnie Agata Flaga zaprosiła do obejrzenia wystawy, która towarzyszyła uroczystościom: „1 sierpnia 1944 roku Warszawa chwyciła za broń. Rozpoczęła się walka z nieludzkim okupantem. Stolica krwawiła, a powstańcy potrzebowali broni tak bardzo, jak powietrza. Jedyna pomoc mogła nadejść z nieba. We Włoszech, na lotnisku w Brindisi, polskie załogi ze 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia co noc szykowały się do samobójczych lotów nad płonącą Warszawę. Wśród nich był radiotelegrafista – plutonowy Stefan Bohanes. Uroczystościom pod pomnikiem towarzyszy wystawa przygotowana przez Centralę Biura Edukacji Narodowej IPN w Warszawie, która przedstawia podstawowe informacje o powstańczym zrywie naszej stolicy w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Jest pierwszą – w całości kolorową – wystawą o Powstaniu Warszawskim, dzięki kunsztownemu procesowi koloryzacji zdjęć czarno-białych dokonanemu przez Mikołaja Kaczmarka. Zaprezentowane fotografie pochodzą ze zbiorów m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego, Polskiej Agencji Prasowej, Ośrodka KARTA i kolekcji prywatnych. Wystawę pomógł przygotować pan Dominik Guzik. Następnie uczestnicy wysłuchali nagrania dramy, której autorką jest absolwentka liceum w Żegocinie Pani Małgorzata Mikołajek. Ta scena odtwarzała dramatyczne ostatnie chwile życia Stefana Bohanesa.
DRAMA: Mężczyzna: Powstanie trwa już kilka tygodni. Wszyscy lokatorzy naszej kamienicy zostali na miejscu. W mieszkaniach nie ma już prawie niczego. Czekamy. Teraz tak jakby wszystko zamarło. Cicho, dziwnie cicho. Skończyło się bombardowanie i ryk samolotów. Nie mogłem już dłużej siedzieć w domu. Bałem się.
Kobieta: Coś za cicho, zaraz przylecą prawda?
Mężczyzna : Kto to wie? Niech się pani nie boi, piwnica w naszej kamienicy ma najgrubszy strop w Warszawie. Barykadę zaczęliśmy budować wieczorem. 1 sierpnia. Strach i to ciągłe wycie syren. Zaczęło się o 17. Potem już tylko strzały, bomby i krzyki. Bałem się. Nie znam się na barykadach. Ja nawet nie wiedziałem, z czego się je robi. Czołgi nie przyjechały, ale strzelali cały czas. Wynosiliśmy z mieszkań różne przedmioty.
Powstaniec: Macie broń? Karabiny, pistolety, amunicję?
Mężczyzna: Nie wiem, chyba nie...
Powstaniec: A butelki z benzyną?
Mężczyzna: Też nie. Skąd tu wziąć benzynę.
Powstaniec: Jak chcecie się bronić?
Mężczyzna: Mamy tylko tę barykadę.
Powstaniec: To ma być barykada? Słaba, bardzo słaba. Barykady robi się z płyt chodnikowych, cegieł i ziemi. Nikt wam nie powiedział? Nie pokierował?
Mężczyzna: Nie, my sami. Z potrzeby serca, żeby pomóc
Pan: Byłem po wodę, studnia na sąsiedniej ulicy już nie działa. Były dwa wybuchy.
Mężczyzna: A ludzie?
Pan: Pochowali się w gruzach i czekają. Chyba wszędzie jest tak spokojnie jak u nas. Wieczorem wszedłem na dach, za Wisłą coś się dzieje. Widać ogień i słychać silniki ciężkiego sprzętu. Podciągają działa. Nasi idą, nasi!
Mężczyzna: Nasi? A kto dzisiaj jest nasz? To mogą być oni, a nie nasi. Nie, nic nie wiemy. Miasto walczy, a wojsko się przygląda. Rozumie pan coś z tego?
Pan : Chyba nie pozwolą nam umierać i rozpoczną szturm? Podobno pierwsze oddziały już zajęły przyczółki. Za dzień lub dwa wejdą na Stare Miasto.
Mężczyzna: Pan się tego spodziewa?
Pan: Brakuje wody i jedzenia. Wszędzie gruzy i pożary. Powstanie długo nie wytrzyma. Muszą nam pomóc. Alianci robią zrzuty, coś się dzieje. Na pewno pomogą, przecież wszyscy walczymy o wolność.
Mężczyzna: Alarm, wszyscy do barykady! Szturm! Wszyscy do barykady!
Część III: Dialog na lotnisku w Brindisi (Sierpień 1944)
Agata:
Panie Stefanie... Pan ma trzydzieści lat. Całe życie przed panem. Kraków czeka, dom czeka. Naprawdę się pan nie boi?
Stefan Bohanes/ Agata Flaga:
Boję się, majstrze. Każdy z nas się boi. Kiedy siedzę przy radiostacji i słyszę dramatyczny, rwący się sygnał z Warszawy: „Dajcie amunicję, bo giniemy”. Oni tam na dole, w kanałach i na barykadach, nie mają gdzie uciec. My mamy chociaż skrzydła.
Agata:
(Sprawdza zegarek)
Czas nagli, Stefan. Załoga na miejscach.
Stefan Bohanes/ Agata:
(Salutuje krótko mechanikowi)
Do zobaczenia nad ranem, majstrze. Przygotujcie dobrą, mocną kawę. Będziemy jej potrzebować.
Muzyka
Część IV: Tragiczny finał
Agata:
Polecieli. Nad Warszawą otworzyły się luki bombowe, a kontenery z pomocą bezpiecznie opadły na powstańcze pozycje. Zadanie zostało wykonane.
Jednak droga powrotna okazała się tą ostatnią. Nad małopolską ziemią, w okolicach Łąkty Górnej, Halifax został zaatakowany przez niemieckiego myśliwca. Samolot zaczął płonąć.
Stefan Bohanes zdołał wyskoczyć na spadochronie. Los był jednak bezlitosny. Niemieccy żołnierze zestrzelili bezbronnego lotnika, gdy opadał ku ziemi. Zginął nocą, z 16 na 17 sierpnia 1944 roku”.